Nowy rok za pasem. Cieszę się, że rok 2013 już się kończy. Nie był to najszczęśliwszy okres w moim życiu. Wręcz przeciwnie. Ta 13 była dla mnie zdecydowanie pechowa. Odpukać, najgorsze problemy już za mną/za nami (oby, oby). 2014 musi być lepszy. Zdecydowanie. Po kilku latach "pod górkę" musi być w końcu "z górki" prawda? :)
Od kilku lat noszę się z zamiarem zapisania się na kurs prawa jazdy. Możliwość prowadzenia samochodu baaaardzo ułatwiłaby mi życie. Już widzę te spokojne poranki kiedy to z Gabrysiem wsiadamy do auta i spokojnie jedziemy do przedszkola (a nie sterczymy jak kołki na przystanku po x minut, bo autobus się spóźnia). Albo jak powrót z pracy zajmuje mi 20 minut, a nie 40-60. Albo jak pod nieobecność S. jedziemy sobie na dowolną salę zabaw, spacer w centrum, do dziadków... Albo jak sama po pracy jadę na zakupy... ;) Ach.. rozmarzyłam się. ;)
W tym roku muszę w końcu przejść do realizacji wyżej wymienionego...
Również od kilku lat marzy mi się powrót do wagi sprzed ciąży. Teraz w zasadzie nie zależy mi na jakieś konkretnej wadze, a bardziej na tym, by pozbyć się tej wstrętnej oponki, którą sobie wyhodowałam przez ostatnie kilka lat. Od jutra zaczynam ćwiczenia. Zastanawiam się nad założeniem tutaj dodatkowej strony - może zapisując co x czasu "wyniki" ćwiczeń nie rezygnowałabym z nich po kilku dniach?
Czy mam jakieś inne plany na nowy rok? W zasadzie nie. Mogę mieć co najwyżej pobożne życzenia ;) na 2014 rok:
1) Zorganizować się tak, by podołać finansowo i zakończyć kolejny rok "na plusie".
2) Zrobić remont w pokoju G. (wymiana podłogi, nowe meble i drzwi).
3) Zrobić remont w łazience (realny chyba tylko wtedy, gdy dostanę podwyżkę - jakieś 200% albo dostaniemy jakieś ekstra pieniądze ;)
4) Nie zwariować przez te 2 miesiące, gdy S. będzie na kolejnym kursie i będziemy się widzieć tylko w weekendy.
Sunday, December 29, 2013
Wednesday, December 25, 2013
Boże Narodzenie '13
No nie wyrobiłam się wczoraj z życzeniami, no... Udało mi się je Wam złożyć tylko na Instagramie i fb. ;)))
Także jeszcze raz Wesołych Świąt. ;)
Gabryś w końcu doczekał się prezentów od Gwiazdora. Wczoraj już myślałam, że jak nic oszalejemy z nim do zachodu słońca. Raz, że roznosiła go energia. Dwa, że strasznie mu się dłużyło do "pierwszej gwiazdki".
Także jeszcze raz Wesołych Świąt. ;)
Gabryś w końcu doczekał się prezentów od Gwiazdora. Wczoraj już myślałam, że jak nic oszalejemy z nim do zachodu słońca. Raz, że roznosiła go energia. Dwa, że strasznie mu się dłużyło do "pierwszej gwiazdki".
Także u nas już po prezentach. ;)
Gabryś ma swojego Hirka (nic tam, że prawie osiwiałam przez tą przeklętą "ciuchcie" - musiałam zamawiać na ebay, bo w Polsce jest nieosiągalna), swojego Wesołego Rogera, komplet figurek z Jake i Piratów i kilka innych drobiazgów.
Rodzice dostali od nas kalendarz ze zdjęciami Gabrysia (już zawisł w reprezentacyjnym miejscu, hehe).
Teraz zostało już tylko świętowanie.
P.S. Nie sądziłam, że takie "zgodne" z nas małżeństwo... ;) Otóż ja i S. kupiliśmy sobie prezenty w tym samym sklepie (i tego samego dnia). ;)))
Friday, December 20, 2013
Dwudziestego...
Uf.. Przeżyłam 20-sty. i w końcu mam trochę więcej czasu. ;)
Gabryś nam się rozchorował. We wtorek po zajęciach dodatkowych wydał mi się jakiś taki "podejrzany". W domu zmierzyłam mu temperaturę a tam 38,2. No ładnie. W środę pojechaliśmy do lekarza praktycznie pewni, że to tylko jakieś przeziębienie, a okazało się, że Gabryś ma anginę... Moi panowie siedzieli/leżeli sobie w domu, a ja po zarwanych nockach za... w pracy... Co zrobić...
Dzisiaj mieliśmy mini-wigilię w pracy - w biegu złożyłyśmy sobie życzenia, zjadłyśmy kawałek ciasta i wypiłyśmy coś ciepłego. To ci Wigilia, hehe. ;)
Po pracy pojechałam do nowego centrum handlowego w naszym mieście z zamiarem zakupu prezentu dla męża. Choć centrum otworzyli w październiku dopiero teraz znalazłam chwilę na szybki przegląd sklepów. Znalazłam idealny strój na Wigilię dla Gabrysia - koszula, spodnie. Cud, miód i orzeszki. ;)
Prezent dla męża kupiony (i schowany). Ciekawe, czy mu się spodoba? Aż się nie mogę doczekać Wigilii, hehe.
Jutro czeka mnie naprawdę intensywny dzień. Muszę wysprzątać mieszkanie na Święta. Muszę popakować prezenty dla dzieci. W niedzielę mam zamiar odpoczywać. ;) W poniedziałek idę na rano do pracy i potem mam już wolne - do końca roku. Normalnie wow, hehe. 9 dni wolnego. Tylko szkoda, że do pracy wracam właśnie w moje urodziny...
Mieliśmy w poniedziałek wieczorem wyjechać do rodziców, u których spędzamy Święta, a tu dzisiaj mąż się dowiedział, że w poniedziałek musi być w pracy od 15-21... :/
Może w weekend będę bardziej "kreatywna" i uda mi się napisać jakiś sensowny post (w planach jest kilka, także wiecie... ;). Teraz, po całym tygodniu orki ledwo zipię. ;)
Gabryś nam się rozchorował. We wtorek po zajęciach dodatkowych wydał mi się jakiś taki "podejrzany". W domu zmierzyłam mu temperaturę a tam 38,2. No ładnie. W środę pojechaliśmy do lekarza praktycznie pewni, że to tylko jakieś przeziębienie, a okazało się, że Gabryś ma anginę... Moi panowie siedzieli/leżeli sobie w domu, a ja po zarwanych nockach za... w pracy... Co zrobić...
Dzisiaj mieliśmy mini-wigilię w pracy - w biegu złożyłyśmy sobie życzenia, zjadłyśmy kawałek ciasta i wypiłyśmy coś ciepłego. To ci Wigilia, hehe. ;)
Po pracy pojechałam do nowego centrum handlowego w naszym mieście z zamiarem zakupu prezentu dla męża. Choć centrum otworzyli w październiku dopiero teraz znalazłam chwilę na szybki przegląd sklepów. Znalazłam idealny strój na Wigilię dla Gabrysia - koszula, spodnie. Cud, miód i orzeszki. ;)
Prezent dla męża kupiony (i schowany). Ciekawe, czy mu się spodoba? Aż się nie mogę doczekać Wigilii, hehe.
Jutro czeka mnie naprawdę intensywny dzień. Muszę wysprzątać mieszkanie na Święta. Muszę popakować prezenty dla dzieci. W niedzielę mam zamiar odpoczywać. ;) W poniedziałek idę na rano do pracy i potem mam już wolne - do końca roku. Normalnie wow, hehe. 9 dni wolnego. Tylko szkoda, że do pracy wracam właśnie w moje urodziny...
Mieliśmy w poniedziałek wieczorem wyjechać do rodziców, u których spędzamy Święta, a tu dzisiaj mąż się dowiedział, że w poniedziałek musi być w pracy od 15-21... :/
Może w weekend będę bardziej "kreatywna" i uda mi się napisać jakiś sensowny post (w planach jest kilka, także wiecie... ;). Teraz, po całym tygodniu orki ledwo zipię. ;)
Wednesday, December 11, 2013
Przystanek Świętego Mikołaja
W niedzielę pojechaliśmy do Przystanku Świętego Mikołaja do Drzewiny. Cała "wyprawa" była dla Gabrysia nie lada niespodzianką. Droga była koszmarna (skutki Ksawerego), ale po niecałej godzince byliśmy już na miejscu. Mina Gabrysia - bezcenna. Jego zaangażowanie "w przygodę" - 200%. Syn mój jest idealnym dzieckiem na wszelkie wyprawy - maksimum zaangażowania, cierpliwości i chęci. Jest nie do zdarcia i zawsze jest nastawiony na wykorzystanie wszystkich możliwych atrakcji ;) Anioł, nie dziecko.
Choć atrakcji w Drzewinie nie ma zbyt wielu, to (naszym zdaniem) dla 5-ciolatka jest ich wystarczająco. Gabryś:
- odwiedził żywą szopkę, gdzie za nic nie chciał się zgodzić na zdjęcie z osiołkiem;
- wysłuchał opowieści o Laponii (mieszkańcy, wierzenia itd.);
- napił się magicznego napoju przygotowywanego przez Panią Mikołajową w namiocie Koota (btw. napój nazywa się "berry juice") po którym podobno miał się stać grzeczniejszy;
-siedział na kolanach Świętego Mikołaja;
- razem ze mną ozdobił kubek;
- wybrał sobie pamiątkę (i to nie jakiś duperelek, a świecznik na tealighty - piernikowy Mikołaj).
[...]
Po 2 godzinach zabawy nadeszła pora na kolejną niespodziankę - wizytę u dziadków. ;)
Tuesday, December 10, 2013
Mikołajki
Przygotowania do tego dnia były w tym roku wyjątkowo długie... ;) Długo szukaliśmy ciekawych prezentów dla Gabrysia w rozsądnej cenie (w końcu to tylko Mikołajki). Wbrew pozorom wyboru w sklepie nie ma żadnego. Naprawdę ciekawych zabawek jest jak na lekarstwo (a niektóre mają po prostu kosmiczne ceny - w internecie te same zabawki potrafią być nawet do 50% tańsze niż w stacjonarnych sklepach!). Nam udało się znaleźć perełki. ;)
Na Pomorzu mamy taką tradycję, że Mikołaj przynosi do buta drobne upominki (słodycze, ew. zabawki). Przed snem Gabryś wyszorował swoje kozaki, ustawił je na parapecie i wysprzątał pokój.
Wednesday, December 4, 2013
W przededniu Mikołajek.
Gabryś miał dziś wyjątkowe atrakcje w przedszkolu - odwiedził ich Mikołaj i przyjechał teatrzyk. Dzieci miały być w miarę możliwości poubierane na czerwono (a u nas w domu panika! skąd my weźmiemy czerwoną bluzkę?!). Na szczęście znaleźliśmy jedną zapomnianą bluzeczkę (nie do końca czerwoną - bo to taki rudy kolor), ale jest blisko. ;) Do tego dodaliśmy czapkę Mikołaja i v'oila!
W tym roku Gabryś z pewnością się obłowi w "prawdziwe" Mikołajki. Rodzice (czyt. my) lekko zaszaleli i w tym roku do buta trafi samolot zdalnie sterowany, kilka książeczek, dinozaur w gipsie (skamielina w sensie, nie kaleka ;) no i słodycze (jakże to tak bez słodyczy ;). Mam nadzieję, że Młody będzie zadowolony. Zwłaszcza, że mama zaplanowała sobie wolne w ten dzień (sasasa). Muszę wykorzystać ostatnie w miarę wolne dni.
[...]
W tym roku Gabryś z pewnością się obłowi w "prawdziwe" Mikołajki. Rodzice (czyt. my) lekko zaszaleli i w tym roku do buta trafi samolot zdalnie sterowany, kilka książeczek, dinozaur w gipsie (skamielina w sensie, nie kaleka ;) no i słodycze (jakże to tak bez słodyczy ;). Mam nadzieję, że Młody będzie zadowolony. Zwłaszcza, że mama zaplanowała sobie wolne w ten dzień (sasasa). Muszę wykorzystać ostatnie w miarę wolne dni.
A teraz wybaczcie ale pora udać się na spoczynek. Ewidentnie czuję to winko, które wypiłam pod nieobecność męża... Do tego 2 godziny z siostą na tel i ... oj... ;)
Friday, November 29, 2013
Plany, plany...
Jako że do Świąt zostały (tylko) 3 tygodnie i 4 dni, to wypadałoby poczynić już pewne plany.
Póki co mam już poukładaną w głowie listę porządków (co, kiedy i jak). Porządków w tym roku mam niewiele, bo dzięki wykorzystaniu opieki nad Gabrysiem najgorsze (odgruzowanie szuflad z dokumentami, szafa Gabrysia) już za mną ;) Pozostało tylko wysprzątanie kuchni i umycie okien. Takie porządki to ja lubię. ;)
Tegoroczna lista "spożywcza" pozostaje na razie jedną wielką niewiadomą... Dlaczego? Otóż:
Moja sis na 2 tygodnie leci do siostry do Anglii. U teściów (na Wigilii) byliśmy w zeszłym roku. Teraz "wypadałaby" Wigilia u moich rodziców, ALE... chcielibyśmy z S. choć jedną Wigilię zrobić "u siebie" (mieszkamy 5 Wigilię "na swoim" i nigdy nie byliśmy w Święta we własnym domu...). Problem w tym, że rodzice nie chcą dać się namówić na Wigilię poza swoim domem (a co za tym idzie, na nocowanie u nas).
Kurcze, muszę przedyskutować to z S., bo naprawdę wizja Wigili u nas baaardzo mi się podoba. Tylko głupio mi będzie zostawić rodziców "samych"... :/
Lista zakupowa jest w tym roku zaskakująco krótka.
Gabryś poprosił o samolot (ale taki stelowany mamo, co sam lata, wiesz?!), samolot z lego (ale taki mały), książeczkę o budowie oraz o absolutne perełki, takie jak:
a) smakołyki dla Nessie (naszej suczki)
b) szampon do nóg dla taty (!!!!)*
i c) perfum truskawkowy dla mamy (!!!!)
Pomysłowość mojego syna nie ma granic. ;)))
Dla rodziców prezenty zamówię w weekend (kalendarze ze zdjęciami Gabrysia). Dla moich siostrzenic i chrześniaka S. prezenty mam już wybrane.
*swoją drogą.... czy mój syn sugeruje w ten sposób swemu ojcu, że ten ma zbyt owłosione nogi? ;)
Tuesday, November 26, 2013
Wtorek.
Wiele razy pisałam (i mówiłam), że nie lubię poniedziałków. Błąd. Tak naprawdę to nie lubię wtorków, bo każdy wtorek to dla mnie totalny zapierdziel.
We wtorki zawsze w pracy dzieje się coś, przez co muszę zostać dłużej. We wtorki zwykle mój Soldier wybywa z domu na cały dzień. Zawsze we wtorki lodówka świeci pustkami i ktoś (czyli ja) musi zrobić szybkie zakupy. We wtorki Gabryś ma angielski i basen.
Gdy o 19-tej wchodzimy do domu to serio mam dość. Nie lubię takich kumulacji.
Pozostałe dni tygodnia są spokojniejsze. Jest czas na małe przyjemności. ;) np. jutro w ramach "przyjemności" zaraz po pracy jadę na zakupy.
Poza tym powoli trzeba się zabrać za planowanie Świąt - co komu kupić, co zrobić, co sobie darować ;) i co smacznego upichcić na kolację wigilijną... ;)
Sunday, November 24, 2013
Pięciolatek.
Mam już w domu pięciolatka. :) Jak ten czas leci...
Obie imprezki urodzinowe były udane. Dzieciaki wyszalały się za wszystkie czasy. Gabryś obłowił się w tym roku tak, że obawiam się o to, czy w grudniu wystarczy nam miejsca na jakąkolwiek nową zabawkę? ;)
Gabryś dostał dziś prawdziwy prezent... właśnie u nas pada śnieg. I to jak! Może będzie już "biało" aż do Gwiazdki? ;)) Nie pisałam o tym na blogu, ale Gabryś uwielbia zimę. Nie może się doczekać, kiedy w końcu będzie mógł się bawić na śniegu. :)
Wednesday, November 20, 2013
Wielkie odliczanie.
Urodziny Gabrysia zbliżają się wielkimi krokami... Już w sobotę dzieciaki (sztuk 12) będą szaleć na sali zabaw. Dziś w ramach relaksu (chyba przed tym armagedonem, który czeka mnie już jutro) idę do fryzjera. Marzy mi się jakieś małe szaleństwo (a pewnie skończy się na lekkim podcięciu końcówek, hehe).
Prezent dla Gabrysia już zakupiony. Tort zamówiony. Ostatnie zakupy zrobimy dzisiaj i w piątek mogę zaszyć się w kuchni... Plan to 3 sałatki, 3 mięsne dania, 1-2 ciasta i jakieś 50 sztuk babeczek. ;)))
W sobotę z rana pozostanie tylko nadmuchanie balonów, lekkie ogarnięcie i mocna kawa (ewentualnie jakiś napój energetyczny ;).
Poza urodzinami dni mijają nam podobnie. Gabryś w przedszkolu, na zajęciach dodatkowych, basenie. Najbardziej przypadł mu do gustu j. angielski. Ku mojej wielkiej radości coraz częściej używa zwrotów z zajęć - odpowiada nam po angielsku, liczy itd. Także w czasie zabawy używa różnych angielskich słówek. Przykładowo:
- Gabryś, zrobić ci kanapki? -pytam.
- Noł. To znaczy "nie" wiesz?
;)
- Gabryś, zrobić ci kanapki? -pytam.
- Noł. To znaczy "nie" wiesz?
;)
Tuesday, November 19, 2013
Nocą.
To był bardzo intensywne dwa tygodnie... Byłam tak zabiegana, że wieczorem padałam na twarz zaraz po położeniu Gabrola do łóżka. Uch. Wiadomo... "Przed dwudziestym". Na szczęście Mój Marynarz już od tygodnia jest w domu.
Tydzień, który spędzaliśmy sami z Gabrysiem, był chyba najbardziej intensywny. Po przedszkolu i zajęciach dodatkowych spędzaliśmy mamusiowo-synkowe wieczory wypełnione po brzegi zabawą. Ten tydzień "skupienia na synu" zaowocował tym, że teraz syn nie opuszcza mnie na krok... ;) Nie zliczę, ile razy dziennie przychodzi do mnie i przytula się, mówi że mnie kocha, że tęskni (choć był 5 minut w swoim pokoju beze mnie) itd.
Wieczorami, gdy Gabryś już śpi, zamiast zająć się czymś pożytecznym to oglądam True Blood (aktualnie jestem w połowie 4 sezonu). Choć czasami mam ochotę powiedzieć "pas". Motywuje mnie tylko jeden z aktorów - bo bardzo mi się podoba. ;)))
Tydzień, który spędzaliśmy sami z Gabrysiem, był chyba najbardziej intensywny. Po przedszkolu i zajęciach dodatkowych spędzaliśmy mamusiowo-synkowe wieczory wypełnione po brzegi zabawą. Ten tydzień "skupienia na synu" zaowocował tym, że teraz syn nie opuszcza mnie na krok... ;) Nie zliczę, ile razy dziennie przychodzi do mnie i przytula się, mówi że mnie kocha, że tęskni (choć był 5 minut w swoim pokoju beze mnie) itd.
Wieczorami, gdy Gabryś już śpi, zamiast zająć się czymś pożytecznym to oglądam True Blood (aktualnie jestem w połowie 4 sezonu). Choć czasami mam ochotę powiedzieć "pas". Motywuje mnie tylko jeden z aktorów - bo bardzo mi się podoba. ;)))
Sunday, November 10, 2013
Wielka wyprz vel czyszczenie magazynów
Jak wspomniałam w poprzednim wpisie - zostałam niejako zmuszona do "przewietrzenia" pokoju Gabrysia. ;)
Jeśli ktoś byłby zainteresowany to zapraszam:
;)
Jak dotąd uporałam się z zalegającym nam Lego i ciuszkami, ale to "niestety" nie koniec. ;)))
Monday, November 4, 2013
Planujemy urodziny.
Urodziny Gabrysia zbliżają się wielkimi krokami. Dlatego też dzisiaj zajęliśmy się wypisywaniem zaproszeń. Stanęło na tym, że zapraszamy w sumie 17 dzieci... Szok. Oczywiście, liczymy się z tym, że nie wszyscy przyjdą (tak myślę... zwykle przecież ktoś się "wykrusza" z różnych powodów - niektórzy po prostu nie chodzą na takie urodziny, ktoś może się rozchorować, komuś nie pasuje itd.). Ale co tam... Im nas więcej, tym weselej. Grunt, żeby dzieci były zadowolone, prawda?
Zaproszenia w kopertach czekają na swój jutrzejszy debiut, gdy będziemy je wkładać w dziecięce szafki w przedszkolu. (Taki przedszkolny patent na zaproszenia).
Po 2,5 godzinnej zabawie na sali zabaw impreza przenosi się do nas, do domu (ale już tylko w gronie najbliższych znajomych;))) 17 dzieciaków + ich rodziców nie dałabym rady "upchnąć" w mieszkaniu ;))) Dzień później przyjadą nasi rodzice i będziemy świętować w nieco mniejszym gronie.
Wczoraj poczyniłam stosowne zakupy i teraz pozostaje nam tylko czekać na przesyłki. Zdecydowałam się na skromniejsze zakupy. Sporo rzeczy zostało mi z zeszłego roku (kubeczki, talerzyki, czapeczki, obrus, banery i pikery) dlatego teraz zamówiłam tylko kilka sztuk balonów (z cyferką "5", z urodzinowymi napisami), grającą świeczkę (na wyraźne życzenie syna), giętkie słomki (również na prośbę Gabrysia) i mała fontannę urodzinową (kto zgadnie, kto o nią prosił? ;). Do tego znalazłam papilotki na babeczki z motywem pirackim. Dla mnie bomba. :) Piraci po raz kolejny będą u nas motywem przewodnim urodzin Gabrysia. Papilotki wykorzystam do babeczek, którymi Gabryś będzie częstował dzieci i nauczycielki z przedszkola.
Przede mną jeszcze zakupy odzieżowe. Co prawda my z mężem mamy już ten problem z głowy (udało mi się kupić w naprawdę przystępnej cenie, żółtą sukienkę), ale z Gabrysiem już nie będzie tak łatwo. Na salę zabaw musi mieć coś eleganckiego, ale przede wszystkim wygodnego. Na niedzielny obiad z dziadkami musi mieć coś eleganckiego, co niekoniecznie musi być super wygodne, bo przecież nie będzie szaleństw jak na sali. Koniecznie musimy się wybrać na zakupy. ;)
Oczywiście, nie ma urodzin bez... tak, prezentów też, ale tutaj chodzi mi o jedzenie. ;) Na sobotę nie mam jakiś super ambitnych planów. Zrobię 2-3 sałatki, coś "na ciepło", jakieś lekkie przekąski, tort i 2 ciasta. W niedzielę już nie będzie tak lekko... ;) Trzeba będzie bardziej się postarać i zrobić jakiś dobry obiad. Wciąż szukam natchnienia. ;)
Co do prezentów... Cóż, to chyba najcięższy temat. Skupiam się na tym, by pozbyć się "starych" zabawek, dlatego możecie się spodziewać na blogu akcji pt. z radością pozbędę się (sprzedam) ;) Na pierwszy ogień pójdą zabawki, z których Gabryś już wyrósł (kilka zestawów lego duplo, drewniane klocki, książeczki dla maluchów, itp.)
| I pomyśleć, że mój mały chłopiec niedługo skończy 5 lat... |
Friday, November 1, 2013
Słomiana wdowa.
Po raz kolejny zostałam słomianą wdową. Mąż wypłynął na tydzień w morze. Nie lubię zostawać sama... Ciągle pamiętam Jego wyjazd do Iraku, miesiące szkoleń, wyjazdów, kursów i rejsów... Choć z drugiej strony, po ponad 5 latach małżeństwa i pewnych perturbacjach, to chyba dobrze, że wciąż tak bardzo za sobą tęsknimy a na co dzień miłość kwitnie?
Znów wszystko będzie na mojej biednej małej główce… W dwójkę o wiele łatwiej jest zająć się wszystkim, niż samej. Do tego listopadowa pogoda nie nastraja optymistycznie.
W czwartek mieliśmy w domu małą imprezę (nasza trójka plus znajomi z córkami)– takie a’la Halloween dla dzieciaków, z tym, że jedynymi elementami tego „święta” były: 1) poprzebierane dzieci, 2) przekąski (żelkowe oczy zrobiły furorę) 3) dwa dyniowe lampiony. ;) Dzieci (w liczbie trzech) od godziny 19:00 do 23:00 spędziły z nami może z 10 minut (tyle poświęciły na jedzenie). Pozostały czas to zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa. Krótko mówiąc: dzieci nas totalnie olały i zajęły się sobą.
Mój kociak.
Muszę (nieskromnie) przyznać, że pasuje mi ten kapelusz... ;)
Nasze lampiony.
Wczoraj mieliśmy dzień lenistwa. Okropność. Cały dzień „zmarnowany” w domu. Nie mogliśmy pojechać na cmentarz do mojej rodziny (ani nawet do rodziny męża) bo dziś rano mąż musiał stawić się w jednostce… Po południu wyciągnęłam moich chłopaków na spacer, więc może nie był to aż tak bardzo zmarnowany dzień. ;)
| Moje słońce. |
Jutro mają odwiedzić nas moi rodzice, więc na pewno nie będzie nudy. :)
Wystarczy tego pisania. Pora się zabrać za to, co tygryski lubią najbardziej, czyli... za planowanie najbliższego tygodnia.
Miłego weekendu.
Monday, October 21, 2013
Nowe-stare hobby.
Po zakupie nowego aparatu przepadłam. Dosłownie i w przenośni. Znów biegam jak szalona z aparatem i bez opamiętania robię zdjęcia. Innymi słowy - jestem w swoim żywiole. Znów. "Po wielu latach". :)
Staram się poznać i wykorzystać nowy sprzęt w pełni, dlatego Gabryś miał już sesję zdjęciową w parku, w lesie, w domu, na ulubionej sali zabaw... ;) Różnica w zdjęciach - kolosalna. Niebo a ziemia. Teraz pozostaje mi tylko nauczyć się dobrze fotografować i będzie z górki. ;)
Staram się poznać i wykorzystać nowy sprzęt w pełni, dlatego Gabryś miał już sesję zdjęciową w parku, w lesie, w domu, na ulubionej sali zabaw... ;) Różnica w zdjęciach - kolosalna. Niebo a ziemia. Teraz pozostaje mi tylko nauczyć się dobrze fotografować i będzie z górki. ;)
Na "pierwszy ogień" niech pójdzie zatem pierwsza sesja z nowym aparatem z modelem - Gabrysiem i (gościnnie) jesiennymi liśćmi. :)
W kolejnej odsłonie:
;)))
Sunday, October 13, 2013
Z nowości.
Niesamowicie często dodaję nowe posty, prawda? ;) Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Niestety. Noo... Chyba że lenia potraktujemy jako moje usprawiedliwienie? :)
Gabrysiowi udało się rozchorować. I tydzień - zapalenie ucha. II tydzień - wysypka bostońska. W poniedziałek wraca do przedszkola. W końcu. ;)
Planuję zakup nowego aparatu - lustrzanki. Wzbraniałam się jak mogłam. ;) Przeszłam przez kilka cyfrówek i jedną hybrydę, ale...no właśnie. Czas na bardziej zaawansowany sprzęt (i lepsze zdjęcia;) Odrzuciłam wszystkie Nikony, Canony itp. i zdecydowałam się na Sony. We wtorek odbieram aparat i (o ile pogoda dopisze) zabieram Gabrysia na sesję zdjęciową w plenerze ;)
Powoli przygotowujemy się do zimy. Przyszły już kozaczki i czapka (miś) dla Gabrysia. Musimy poszukać jeszcze kurtki i spodni na śnieg (a może jednoczęściowego kombinezonu?). Bluzek, sweterków i spodni syn mój ma masę... Podobnie jak czapek, rękawiczek i szalików. Ostatnio nieźle się zdziwiłam, gdy zabrakło mi w Jego szafie wieszaków na nowe bluzki...
Zaczęliśmy już pierwsze przygotowania do urodzin Gabrysia. Zdecydowaliśmy się na konkretną salę zabaw, zarezerwowaliśmy termin i godzinę i nie pozostaje nam nic innego jak czekać do "Wszystkich Świętych" z wypisaniem i rozdaniem zaproszeń. Gabryś chciałby zaprosić prawie całą swoją grupę z przedszkola (ponad 20 dzieci!), ale tłumaczę mu, że musi wybrać i zaprosić tylko te osoby, z którymi naprawdę lubi się bawić (ograniczył się do 16 dzieci). Myślę, że zaprosimy maks. 15 dzieci, bo większą grupę ciężko będzie "ogarnąć" w jednym miejscu...
Po zabawie na sali najbliższych znajomych zaprosimy do nas na kawę i mały poczęstunek. Dzień później zrobimy urodziny dla dorosłych (dziadków, babć, cioć i wujków;). W zeszłym roku podobne rozwiązanie sprawdziło się idealnie, więc nie powinno być żadnych przykrych niespodzianek.
Znalazłam już kilka "urodzinowych dodatków" które planuję zakupić na "domowe urodzinki" - m.in. zaproszenia, podziękowania, obowiązkowo balony (nasz motyw przewodni od 5 lat ;) i inne.
Prezent dla Gabrysia to dla nas niemała zagwozdka. Co kupić dziecku, które właściwie wszystko ma? Cóż, chyba przyjęcie dla dzieci, potem dla rodziny i wreszcie Jego "prawdziwy" dzień urodzin z rodzicami na wyłączność i spełnianiem "małych wielkich" marzeń, będzie strzałem w dziesiątkę. :)
Saturday, September 28, 2013
W skrócie.
Aż trudno uwierzyć, że mamy już koniec września... O tylu rzeczach chciałam napisać, o tylu opowiedzieć, a... zwyczajnie brakuje mi czasu. Bo po powrocie z pracy zdecydowanie wolę spędzać czas z synem, niż siedzieć przed laptopem. Postaram się streścić to "co u nas słychać" w miarę zwięźle. ;)
1. Nasze miasto niestety nie poradziło sobie z przywróceniem zajęć dodatkowych do przedszkoli. Totalna klapa. Co z tego, że "zaoszczędzę" na przedszkolu 200 zł skoro 2-3 razy tyle wydam na zajęcia dodatkowe poza przedszkolem? A moje dziecko będzie musiało "uczyć się" popołudniami? Już nawet nie chcę o tym pisać, bo tylko niepotrzebnie podniosę sobie ciśnienie...
2. Od tygodnia Gabryś chodzi na zajęcia z pływania 2 razy w tygodniu po 45 minut. Wszyscy jesteśmy z nich zadowoleni, a najbardziej sam zainteresowany. ;) Muszę jeszcze znaleźć dobrą szkołę językową, bo chcemy go zapisać na angielski.
3. Ja także postanowiłam "wyjść z domu" i razem ze znajomą zapisałam się na aqua aerobic.
4. Rozpoczęliśmy już sezon urodzinowy. Dzisiaj byliśmy na urodzinkach koleżanki Gabrysia, jutro idziemy na urodzinki córki znajomych, za tydzień na urodziny mojej siostrzenicy...W tym miesiącu mamy jeszcze 5 innych urodzin (o tylu na razie wiem ;)
5. Powoli przymierzamy się do urodzin Gabrysia (tak, wiem, że to dopiero za 2 miesiące, no ale z moim zamiłowaniem do planowania... ;) Jesteśmy pod wrażeniem urodzin koleżanki Gabrysia i chyba też zrobimy Jego urodziny w tej samej sali zabaw.
6. Mamy ostatnio wysyp ciąż wśród znajomych i w rodzinie. Kolejni znajomi mówią, że planują dziecko, a my?! Ja chcę, mąż nie. Impas. Tak to się chyba nazywa.
7. Jedna z mam na basenie była przekonana, że jestem siostrą Gabrysia, nie mamą. W sumie to chyba powinnam się cieszyć, że tak młodo wyglądam, prawda? ;)
8. W pracy ok. Można powiedzieć, że dostałam awans. ;)
1. Nasze miasto niestety nie poradziło sobie z przywróceniem zajęć dodatkowych do przedszkoli. Totalna klapa. Co z tego, że "zaoszczędzę" na przedszkolu 200 zł skoro 2-3 razy tyle wydam na zajęcia dodatkowe poza przedszkolem? A moje dziecko będzie musiało "uczyć się" popołudniami? Już nawet nie chcę o tym pisać, bo tylko niepotrzebnie podniosę sobie ciśnienie...
2. Od tygodnia Gabryś chodzi na zajęcia z pływania 2 razy w tygodniu po 45 minut. Wszyscy jesteśmy z nich zadowoleni, a najbardziej sam zainteresowany. ;) Muszę jeszcze znaleźć dobrą szkołę językową, bo chcemy go zapisać na angielski.
3. Ja także postanowiłam "wyjść z domu" i razem ze znajomą zapisałam się na aqua aerobic.
4. Rozpoczęliśmy już sezon urodzinowy. Dzisiaj byliśmy na urodzinkach koleżanki Gabrysia, jutro idziemy na urodzinki córki znajomych, za tydzień na urodziny mojej siostrzenicy...W tym miesiącu mamy jeszcze 5 innych urodzin (o tylu na razie wiem ;)
5. Powoli przymierzamy się do urodzin Gabrysia (tak, wiem, że to dopiero za 2 miesiące, no ale z moim zamiłowaniem do planowania... ;) Jesteśmy pod wrażeniem urodzin koleżanki Gabrysia i chyba też zrobimy Jego urodziny w tej samej sali zabaw.
6. Mamy ostatnio wysyp ciąż wśród znajomych i w rodzinie. Kolejni znajomi mówią, że planują dziecko, a my?! Ja chcę, mąż nie. Impas. Tak to się chyba nazywa.
7. Jedna z mam na basenie była przekonana, że jestem siostrą Gabrysia, nie mamą. W sumie to chyba powinnam się cieszyć, że tak młodo wyglądam, prawda? ;)
8. W pracy ok. Można powiedzieć, że dostałam awans. ;)
Friday, September 6, 2013
Nowy rok szkolny
Gabryś po miesiącu wakacyjnej przerwy wrócił do przedszkola. Nowa szafka (już nie z obrazkiem, a z tabliczką z imieniem), nowa sala (III grupa), nowe zabawki - ale koledzy i panie na szczęście te same. ;)
W poniedziałek wieczorem z przejęciem opowiadał o pobycie w przedszkolu. A zaczęło się dość spektakularnie, bo od... wywinięcia orła na przedszkolnych schodach! W poniedziałek lało u nas przez calutki dzień i niedawno położone kafelki przed wejściem do przedszkola okazały się wyjątkowo nie-antypoślizgowe. Dobrze, że "usiadł na tyłek" i nic sobie nie zrobił...
Po tym "pierwszym" dniu w przedszkolu ;) pojechaliśmy na zakupy. Koniecznie musieliśmy odświeżyć jesienno-zimową garderobę Gabrysia. Żebyście widzieli, jak wybierał sobie kurtkę! Mierzył, przeglądał się w lustrze, odpinał, zapinał, zakładał kaptur... ;) W ogóle miał niesamowity wręcz nastrój na zakupy - nie marudził, sam wybrał część ciuchów i nie protestował, gdy po raz setny biegałam za nim z kolejną koszulką/swetrem/bluzą do przymierzenia.
Wczoraj mieliśmy zebranie w przedszkolu. "Trochę" się pozmieniało. Zmianą na plus zdecydowanie jest to, że opłata stała za przedszkole znacznie się zmniejszy. Minusem jest to, że w przedszkolu nie będzie już żadnych zajęć dodatkowych (ani angielskiego, ani tańców, ani szachów...). Mam nadzieję, że jeszcze się to zmieni.
Po przedszkolu mamy czas na spacery, a ja wróciłam do robienia zdjęć - od kilku dni robię je w ilościach hurtowych. ;) Uwielbiam ten okres - koniec lata i początek jesieni. Ten charakterystyczny zapach "jesieni" i te kolory (no, na "złotą polską" jeszcze musimy trochę poczekać, ale... ;)
Jutro wyjeżdżamy na wieś. W planie las, grzyby i świeże powietrze. :)
Po przedszkolu mamy czas na spacery, a ja wróciłam do robienia zdjęć - od kilku dni robię je w ilościach hurtowych. ;) Uwielbiam ten okres - koniec lata i początek jesieni. Ten charakterystyczny zapach "jesieni" i te kolory (no, na "złotą polską" jeszcze musimy trochę poczekać, ale... ;)
Jutro wyjeżdżamy na wieś. W planie las, grzyby i świeże powietrze. :)
Monday, August 26, 2013
Żyjemy, żyjemy. ;)
Zbieram się do napisania posta już drugi tydzień i jakoś zebrać się nie mogę... ;)
Gabryś zaliczył pierwszą poważną wizytę u dentystki, która "zakleiła" mu jedynki. Gdy dentystka zaczęła mu wiercić w zębie, o mało co nie zeszłam na zawał (myślałam, że zaraz pewnie zacznie się lament) a mój syn jak gdyby nigdy nic siedział spokojnie na fotelu! Jedyne, co mu się nie podobało to ten ssak do śliny, który miał w buzi... No szok po prostu!
Wykorzystaliśmy długi weekend (15-18) i przemalowaliśmy przedpokój i pokój G. Początkowo chciałam "malować" razem z G., ale po zastanowieniu jednak zawieźliśmy go do dziadków na wieś. Mam teraz przedpokój w kolorze latte macchiato (boski!) i pokój G. w kolorze "minimalistycznego beżu". Korzystając z okazji, że byliśmy tylko we dwójkę pojechaliśmy do Ikei (nowe półki do pokoju G., ramki na zdjęcia i inne duperele) i znaleźliśmy stół do pokoju dziennego. Znaleźliśmy też stół do pokoju dziennego, ale z jego zakupem jeszcze musimy się wstrzymać (na dzień dzisiejszy nie mamy wystarczająco dużo miejsca).
Naprawdę nie lubię zostawiać G. gdzieś na dłużej. Mam wyrzuty sumienia. Pocieszam się tym, że Młody naprawdę lubi zostawać u dziadków na wsi. Ma tam do dyspozycji nie tylko całe podwórko, ale i dziadka na wyłączność, który bawi się z nim bez przerwy.
Kolejny tydzień upływał pod znakiem roweru, a konkretnie nauki jazdy. Po 2 miesiącach zawieszenia nauki (Bo tata ciągle mnie zmusza! - jak stwierdził G.) w końcu udało nam się namówić go na kolejne próby. Być może przyczynił się do tego fakt, iż mój mąż kupił sobie rower. Teraz Gabryś siedzi sobie wygodnie na rowerku, uczy się jeździć a my (na zmianę) biegamy za nim. ;) Jeszcze trochę i powinien w końcu trzymać równowagę. A na razie my, rodzice, mamy darmowy jogging hehe.
W weekend mieliśmy gości. Przyjechała do nas kuzynka S. z mężem (i siostrą). Także weekend mieliśmy "dość" aktywny. W piątek byliśmy w Akwarium Gdyńskim (wow! Mama! Jakie ryby!). W sobotę pojechaliśmy do Aquaparku, gdzie moczyliśmy się przez 3 godzinki (i aż żal nam było stamtąd wychodzić, hehe). Po raz pierwszy wzięliśmy Gabrysia na zjeżdżalnię (żółtą, w wersji light). Nawet ja się przełamałam i zjechałam (wszyscy słyszeli mój krzyk, hehe).
W niedzielę podbijaliśmy U7, znaczy się, poszliśmy na kręgle. Poszliśmy dużą grupą, więc naprawdę było wesoło (nasza trójka, kuzynka z mężem i siostrą, moi rodzice z siostrzeńcem i gratis moja siostrzenica ;). Największą frajdę miał z tego Gabryś. ;) Niebawem znów musimy się wybrać.
Wakacje powoli się kończą... tzn. ja w zasadzie nie odczułam tego, że mamy w tym roku jakieś wakacje, bo i tak w tygodniu chodzę do pracy... Ale nie da się ukryć, że lato powoli się kończy. W tym tygodniu chcemy załatwić sprawę "wyprawki" przedszkolnej. Nie mogę uwierzyć w to, że to będzie nasz ostatni rok w przedszkolu a po nim moje dziecko pójdzie do 1 klasy! Niemniej, pewne zakupy trzeba poczynić już teraz (mamy już listę od pań) i oprócz bloków, farbek, klejów i innych tego typu musimy kupić nowy strój na gimnastykę, kapcie przedszkole, nową szczoteczkę do zębów i pastę, ciuchy (kilka par spodni i kilka bluzek), kurtkę jesienną i ocieplacz i jakieś buty do biegania na podwórku (adidasy juz kupiliśmy).
Poza tym we wrześniu planujemy zapisać Gabrysia na karate/judo (lub coś innego, gdzie się trochę "wyskacze"). Zastanawiam się też nad zapisaniem go na basen, choć z drugiej strony sama chciałabym chodzić na basen (i może w końcu nauczyć się pływać). Także basen stoi jeszcze pod znakiem zapytania, bo może po protstu zamiast zapisywać Gabrysia na takie zajęcia 2-3 razy w miesiącu będziemy chodzić cała rodziną.
Gabryś zaliczył pierwszą poważną wizytę u dentystki, która "zakleiła" mu jedynki. Gdy dentystka zaczęła mu wiercić w zębie, o mało co nie zeszłam na zawał (myślałam, że zaraz pewnie zacznie się lament) a mój syn jak gdyby nigdy nic siedział spokojnie na fotelu! Jedyne, co mu się nie podobało to ten ssak do śliny, który miał w buzi... No szok po prostu!
Wykorzystaliśmy długi weekend (15-18) i przemalowaliśmy przedpokój i pokój G. Początkowo chciałam "malować" razem z G., ale po zastanowieniu jednak zawieźliśmy go do dziadków na wieś. Mam teraz przedpokój w kolorze latte macchiato (boski!) i pokój G. w kolorze "minimalistycznego beżu". Korzystając z okazji, że byliśmy tylko we dwójkę pojechaliśmy do Ikei (nowe półki do pokoju G., ramki na zdjęcia i inne duperele) i znaleźliśmy stół do pokoju dziennego. Znaleźliśmy też stół do pokoju dziennego, ale z jego zakupem jeszcze musimy się wstrzymać (na dzień dzisiejszy nie mamy wystarczająco dużo miejsca).
Naprawdę nie lubię zostawiać G. gdzieś na dłużej. Mam wyrzuty sumienia. Pocieszam się tym, że Młody naprawdę lubi zostawać u dziadków na wsi. Ma tam do dyspozycji nie tylko całe podwórko, ale i dziadka na wyłączność, który bawi się z nim bez przerwy.
Kolejny tydzień upływał pod znakiem roweru, a konkretnie nauki jazdy. Po 2 miesiącach zawieszenia nauki (Bo tata ciągle mnie zmusza! - jak stwierdził G.) w końcu udało nam się namówić go na kolejne próby. Być może przyczynił się do tego fakt, iż mój mąż kupił sobie rower. Teraz Gabryś siedzi sobie wygodnie na rowerku, uczy się jeździć a my (na zmianę) biegamy za nim. ;) Jeszcze trochę i powinien w końcu trzymać równowagę. A na razie my, rodzice, mamy darmowy jogging hehe.
W weekend mieliśmy gości. Przyjechała do nas kuzynka S. z mężem (i siostrą). Także weekend mieliśmy "dość" aktywny. W piątek byliśmy w Akwarium Gdyńskim (wow! Mama! Jakie ryby!). W sobotę pojechaliśmy do Aquaparku, gdzie moczyliśmy się przez 3 godzinki (i aż żal nam było stamtąd wychodzić, hehe). Po raz pierwszy wzięliśmy Gabrysia na zjeżdżalnię (żółtą, w wersji light). Nawet ja się przełamałam i zjechałam (wszyscy słyszeli mój krzyk, hehe).
W niedzielę podbijaliśmy U7, znaczy się, poszliśmy na kręgle. Poszliśmy dużą grupą, więc naprawdę było wesoło (nasza trójka, kuzynka z mężem i siostrą, moi rodzice z siostrzeńcem i gratis moja siostrzenica ;). Największą frajdę miał z tego Gabryś. ;) Niebawem znów musimy się wybrać.
Wakacje powoli się kończą... tzn. ja w zasadzie nie odczułam tego, że mamy w tym roku jakieś wakacje, bo i tak w tygodniu chodzę do pracy... Ale nie da się ukryć, że lato powoli się kończy. W tym tygodniu chcemy załatwić sprawę "wyprawki" przedszkolnej. Nie mogę uwierzyć w to, że to będzie nasz ostatni rok w przedszkolu a po nim moje dziecko pójdzie do 1 klasy! Niemniej, pewne zakupy trzeba poczynić już teraz (mamy już listę od pań) i oprócz bloków, farbek, klejów i innych tego typu musimy kupić nowy strój na gimnastykę, kapcie przedszkole, nową szczoteczkę do zębów i pastę, ciuchy (kilka par spodni i kilka bluzek), kurtkę jesienną i ocieplacz i jakieś buty do biegania na podwórku (adidasy juz kupiliśmy).
Poza tym we wrześniu planujemy zapisać Gabrysia na karate/judo (lub coś innego, gdzie się trochę "wyskacze"). Zastanawiam się też nad zapisaniem go na basen, choć z drugiej strony sama chciałabym chodzić na basen (i może w końcu nauczyć się pływać). Także basen stoi jeszcze pod znakiem zapytania, bo może po protstu zamiast zapisywać Gabrysia na takie zajęcia 2-3 razy w miesiącu będziemy chodzić cała rodziną.
Thursday, August 8, 2013
Przed pracą.
Nie myślcie, że zmieniłam swój blog na bloga podróżniczego. ;) W tygodniu po prostu mam zdecydowanie mniej czasu niż w weekend i chyba nikogo nie dziwi, że nie po drodze mi do komputera. W końcu za oknem prawdziwe lato! No ok. Dzisiaj po „prawdziwym lecie” nie ma już śladu, bo temperatura spadła do „zaledwie” 17 stopni (wczoraj o 18-stej było u nas 30 stopni).
Przez ostatnie dwa tygodnie udało nam się załatwić całkiem sporo spraw.
Gabryś odwiedził dentystkę. Ząbki ma zdrowe, tylko z próchnicą butelkową na jedynkach musimy się w końcu rozprawić i dlatego za tydzień idziemy na kolejną wizytę – „malowanie ząbków” jak to określiła p. dentystka. (Nie będziemy lapisować, tylko oczyścimy to na ile się da, zabezpieczymy i zakleimy gdzie trzeba).
Dzisiaj wyjeżdżamy do moich rodziców. Jak tylko wrócę z pracy, oczywiście. Plan jest taki, że chłopcy będą chodzić na ryby jest taki, że chłopcy będą chodzić na ryby, ja będę „nicnierobić”, a w sobotę chyba pojedziemy na Zamek w Malborku.
Od 3 dni nasze dziecko jest na wakacjach. Chciał zostać u dziadka (mojego teścia) a my nie mieliśmy nic przeciwko. I tak codziennie się widzimy, bo teście mieszkają kilka km od nas. ;)
W pracy powoli kończymy sezon urlopowy (znaczy się inni kończą, bo ja urlopu nie mam). Przez ostatnie 3 tygodnie mieliśmy chwile, że już naprawdę nie wiedzieliśmy w co ręce włożyć. Klienci mają jakieś dziwne wyczucie czasu – dzwonią wszyscy na raz, albo jeden po drugim. ;)
Odeszła od nas jedna dziewczyna i szukamy kogoś na jej miejsce. Przez ostatnie 4 dni przychodziła starsza babka (50+) i to była kompletna porażka. Na rozmowie kwalifikacyjnej mówiła, że prowadziła księgi handlowe, a w praktyce się okazało, że tylko wprowadzała dokumenty a ktoś inny zamykał firmy. Ta babka po prostu kłamała. W pracy wszystko myliła (np. KW z KP), robiła podstawowe błędy przy wprowadzaniu dokumentów (złe daty, zamiast gotówki – przelew, wprowadzała wszystko jak leci nawet nie weryfikowała co klient kupił – a klienci na firmę potrafią kupić nawet farbę do włosów dla żony, choć zakładem fryzjerskim nie są). Dzisiaj ma przyjść młodsza dziewczyna. Sama jestem ciekawa, jak będzie. Zwłaszcza, że chciałabym wziąć choć 2 firmy po tej poprzedniej pracownicy dla siebie… Trzeba będzie pogadać z szefową. ;)
Dostałam w końcu kartę płatniczą do mojego osobistego konta. Także mogę szaleć. ;) Wczoraj „zaszalałam” płacąc za zakupy w Lidlu, hehe. ;)
Ok. Pół godziny do wyjścia do pracy. Miłego weekendu Wam życzę! :)
P.S. Dzisiaj obchodzimy z mężem 5-tą rocznicę ślubu. Jak ten czas leci!
P.S. Dzisiaj obchodzimy z mężem 5-tą rocznicę ślubu. Jak ten czas leci!
Sunday, August 4, 2013
Wakacyjnych wypraw część II - Hel
Na wczoraj zaplanowałam wycieczkę na Hel. Nie była to nasza pierwsza wyprawa w te rejony. Byliśmy tam 5 lat temu, gdy byłam w ciąży. Dlatego wiedzieliśmy już mniej-więcej czego się spodziewać, gdzie pójść, a co sobie darować. Żeby było nam weselej, zaprosiliśmy na wycieczkę moich rodziców i siostrzeńca.
Z racji tego, że chcemy zapewnić Gabrysiowi jak najwięcej atrakcji na Hel popłynęliśmy katamaranem Onyx. Rejs trwa równą godzinę. My najpierw zajęliśmy sobie miejsce przy stoliku na dolnym pokładzie tak, aby w spokoju zjeść śniadanie (w domu nie zdążyliśmy). Później wyszliśmy z Gabrysiem na zewnątrz podziwiać widoki.
Obowiązkowo na Helu trzeba przejść się do fokarium. Za jedyne 5 zł/os można podziwiać sobie foki do woli. Trzy razy dziennie, o określonych godzinach odbywa się karmienie fok. W tym roku nie udało nam się tego zobaczyć, ale 5 lat temu - tak. Fajnie to wygląda.
W południe obowiązkowo musieliśmy się wszyscy napić kawy, więc zaszliśmy do znanej nam już z poprzedniej wyprawy kawiarni. Moje mrożone latte było wyśmienite - pozostali również byli zadowoleni, także z czystym sumieniem mogę Wam polecić kawiarnię Caffe Domek.
Następnie udaliśmy się na plażę, na cypel. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że plaża w tym miejscu będzie o wiele "ciekawsza" niż od strony zatoki. Otwarte morze to zupełnie inna bajka. W Zatoce Gdańskiej to bardziej brudny kisiel niż morze. ;) Dlatego prawie 4 godziny przesiedzieliśmy na plaży. Gabryś uwielbia plaże, dlatego przez większość tego czasu bawił się sam - budował wały obronne. Skąd ten pomysł? Otóż aby dojść do cypla przechodzi się obok licznych fortyfikacji z II wojny światowej, a że Gabryś jest już jako tako zaznajomiony z tym tematem to cała Jego zabawa była związana z obroną Helu przed Niemcami. ;) Nawet w drodze udało udało mu się kupić 2 zestawy czołgów ;)
Na plaży było nam bardzo przyjemnie - słońce, lekki wiatr, czysta woda. To jest życie... Ale już wczoraj wieczorem moja twarz wyglądała tak, jakbym namalowała sobie barwy wojenne. ;) Generalnie te części ciała, których nie zakryłam ubraniami - mam idealnie czerwone. ;)
Po wylegiwaniu się na plaży i zjedzeniu obiadu w jednej z restauracji nadszedł czas na zakup pamiątek. ;) Panowie poszli na plażę, a ja z mamą ruszyłyśmy na łowy. Udało mi się kupić statek (pierwszy raz w życiu udało mi się stargować cenę) i obowiązkowo magnes na lodówkę. Gabryś wrócił z 2 zestawami czołgów i piracką flagą. ;)
Także wypad był udany. :) Za tydzień kolejna odsłona.
Sunday, July 28, 2013
Wakacyjnych wypraw część I - Jarmark Św. Dominika
Sezon wakacyjny uważam(y) za rozpoczęty.
Dzisiaj "zaliczyliśmy" Jarmark św. Dominika w Gdańsku. Ponieważ chcieliśmy zapewnić Młodemu jak najwięcej atrakcji postanowiliśmy pojechać na jarmark komunikacją miejską, a konkretnie autobusem na dworzec w naszym mieście, a potem pociągiem (skm) do Gdańska. Radości Gabrysia (wiernego fana pociągów) chyba nie muszę opisywać? ;) Szkoda tylko, że przez tłumy szczelnie wypełniające pociąg nie udało nam się zrobić żadnego zdjęcia... Może następnym razem.
Gabryś, zaopatrzony we własny plecaczek na zakupione skarby, dzielnie wyruszył w podróż.
(Tutaj, jak zresztą widać, nie miał ochoty na robienie zdjęć) ;)
Na dzisiaj zaplanowaliśmy tylko Jarmark i związane z tym atrakcje, a darowaliśmy sobie zabytki.
Trafiliśmy na wystawę najlepszych (podobno) prac dyplomowych gdańskiej ASP.
- Mamo, a możemy jednego kupić?
Obowiązkowo musieliśmy przejść przez bramę.
Przejście Jarmarku zajęło nam jakieś 3 godziny. :) Pewnie bylibyśmy tam dłużej, ale mamy w planach jeszcze jeden taki wypad.
***
Wczoraj wylegiwaliśmy się na plaży - Babie Doły (jakieś 6 km od naszego domu).
W tle, za Gabrysiem, torpedownia.
I pomyśleć, że kilkadziesiąt lat wcześniej na tej plaży jeździł Rudy z załogą (to akurat najbardziej zainteresowało Gabrysia) a II wojna światowa pozostawiła na niej "to i owo".
P.S. Chyba powrócę do wrzucania zdjęć na bloga. Od razu zrobiło się tu... "weselej". ;)
Subscribe to:
Comments (Atom)