Monday, August 26, 2013

Żyjemy, żyjemy. ;)

Zbieram się do napisania posta już drugi tydzień i jakoś zebrać się nie mogę... ;)

Gabryś zaliczył pierwszą poważną wizytę u dentystki, która "zakleiła" mu jedynki. Gdy dentystka zaczęła mu wiercić w zębie, o mało co nie zeszłam na zawał (myślałam, że zaraz pewnie zacznie się lament) a mój  syn jak gdyby nigdy nic siedział spokojnie na fotelu! Jedyne, co mu się nie podobało to ten ssak do śliny, który miał w buzi... No szok po prostu!

Wykorzystaliśmy długi weekend (15-18) i przemalowaliśmy przedpokój i pokój G. Początkowo chciałam "malować" razem z G., ale po zastanowieniu jednak zawieźliśmy go do dziadków na wieś. Mam teraz przedpokój w kolorze latte macchiato (boski!) i pokój G. w kolorze "minimalistycznego beżu". Korzystając z okazji, że byliśmy tylko we dwójkę pojechaliśmy do Ikei (nowe półki do pokoju G., ramki na zdjęcia i inne duperele) i znaleźliśmy stół do pokoju dziennego. Znaleźliśmy też stół do pokoju dziennego, ale z jego zakupem jeszcze musimy się wstrzymać (na dzień dzisiejszy nie mamy wystarczająco dużo miejsca).

Naprawdę nie lubię zostawiać G. gdzieś na dłużej. Mam wyrzuty sumienia. Pocieszam się tym, że Młody naprawdę lubi zostawać u dziadków na wsi. Ma tam do dyspozycji nie tylko całe podwórko, ale i dziadka na wyłączność, który bawi się z nim bez przerwy.

Kolejny tydzień upływał pod znakiem roweru, a konkretnie nauki jazdy. Po 2 miesiącach zawieszenia nauki (Bo tata ciągle mnie zmusza! - jak stwierdził G.) w końcu udało nam się namówić go na kolejne próby. Być może przyczynił się do tego fakt, iż mój mąż kupił sobie rower. Teraz Gabryś siedzi sobie wygodnie na rowerku, uczy się jeździć a my (na zmianę) biegamy za nim. ;) Jeszcze trochę i powinien w końcu trzymać równowagę. A na razie my, rodzice, mamy darmowy jogging hehe.

W weekend mieliśmy gości. Przyjechała do nas kuzynka S. z mężem (i siostrą). Także weekend mieliśmy "dość" aktywny. W piątek byliśmy w Akwarium Gdyńskim (wow! Mama! Jakie ryby!). W sobotę pojechaliśmy do Aquaparku, gdzie moczyliśmy się przez 3 godzinki (i aż żal nam było stamtąd wychodzić, hehe). Po raz pierwszy wzięliśmy Gabrysia na zjeżdżalnię (żółtą, w wersji light). Nawet ja się przełamałam i zjechałam (wszyscy słyszeli mój krzyk, hehe).

W niedzielę podbijaliśmy U7, znaczy się, poszliśmy na kręgle. Poszliśmy dużą grupą, więc naprawdę było wesoło (nasza trójka, kuzynka z mężem i siostrą, moi rodzice z siostrzeńcem i gratis moja siostrzenica ;). Największą frajdę miał z tego Gabryś. ;) Niebawem znów musimy się wybrać.


Wakacje powoli się kończą... tzn. ja w zasadzie nie odczułam tego, że mamy w tym roku jakieś wakacje, bo i tak w tygodniu chodzę do pracy... Ale nie da się ukryć, że lato powoli się kończy. W tym tygodniu chcemy załatwić sprawę "wyprawki" przedszkolnej. Nie mogę uwierzyć w to, że to będzie nasz ostatni rok w przedszkolu a po nim moje dziecko pójdzie do 1 klasy! Niemniej, pewne zakupy trzeba poczynić już teraz (mamy już listę od pań) i oprócz bloków, farbek, klejów i innych tego typu musimy kupić nowy strój na gimnastykę, kapcie przedszkole, nową szczoteczkę do zębów i pastę, ciuchy (kilka par spodni i kilka bluzek), kurtkę jesienną i ocieplacz i jakieś buty do biegania na podwórku (adidasy juz kupiliśmy).

Poza tym we wrześniu planujemy zapisać Gabrysia na karate/judo (lub coś innego, gdzie się trochę "wyskacze"). Zastanawiam się też nad zapisaniem go na basen, choć z drugiej strony sama chciałabym chodzić na basen (i może w końcu nauczyć się pływać). Także basen stoi jeszcze pod znakiem zapytania, bo może po protstu zamiast zapisywać Gabrysia na takie zajęcia 2-3 razy w miesiącu będziemy chodzić cała rodziną.

No comments:

Post a Comment