W niedzielę pojechaliśmy do Przystanku Świętego Mikołaja do Drzewiny. Cała "wyprawa" była dla Gabrysia nie lada niespodzianką. Droga była koszmarna (skutki Ksawerego), ale po niecałej godzince byliśmy już na miejscu. Mina Gabrysia - bezcenna. Jego zaangażowanie "w przygodę" - 200%. Syn mój jest idealnym dzieckiem na wszelkie wyprawy - maksimum zaangażowania, cierpliwości i chęci. Jest nie do zdarcia i zawsze jest nastawiony na wykorzystanie wszystkich możliwych atrakcji ;) Anioł, nie dziecko.
Choć atrakcji w Drzewinie nie ma zbyt wielu, to (naszym zdaniem) dla 5-ciolatka jest ich wystarczająco. Gabryś:
- odwiedził żywą szopkę, gdzie za nic nie chciał się zgodzić na zdjęcie z osiołkiem;
- wysłuchał opowieści o Laponii (mieszkańcy, wierzenia itd.);
- napił się magicznego napoju przygotowywanego przez Panią Mikołajową w namiocie Koota (btw. napój nazywa się "berry juice") po którym podobno miał się stać grzeczniejszy;
-siedział na kolanach Świętego Mikołaja;
- razem ze mną ozdobił kubek;
- wybrał sobie pamiątkę (i to nie jakiś duperelek, a świecznik na tealighty - piernikowy Mikołaj).
[...]
Po 2 godzinach zabawy nadeszła pora na kolejną niespodziankę - wizytę u dziadków. ;)
No comments:
Post a Comment