Showing posts with label zakupy. Show all posts
Showing posts with label zakupy. Show all posts

Friday, December 20, 2013

Dwudziestego...

Uf.. Przeżyłam 20-sty. i w końcu mam trochę więcej czasu. ;)

Gabryś nam się rozchorował. We wtorek po zajęciach dodatkowych wydał mi się jakiś taki "podejrzany". W domu zmierzyłam mu temperaturę a tam 38,2.  No ładnie. W środę pojechaliśmy do lekarza praktycznie pewni, że to tylko jakieś przeziębienie, a okazało się, że Gabryś ma anginę... Moi panowie siedzieli/leżeli sobie w domu, a ja po zarwanych nockach za... w pracy... Co zrobić...

Dzisiaj mieliśmy mini-wigilię w pracy - w biegu złożyłyśmy sobie życzenia, zjadłyśmy kawałek ciasta i wypiłyśmy coś ciepłego. To ci Wigilia, hehe. ;)

Po pracy pojechałam do nowego centrum handlowego w naszym mieście z zamiarem zakupu prezentu dla męża. Choć centrum otworzyli w październiku dopiero teraz znalazłam chwilę na szybki przegląd sklepów. Znalazłam idealny strój na Wigilię dla Gabrysia - koszula, spodnie. Cud, miód i orzeszki. ;)
Prezent dla męża kupiony (i schowany). Ciekawe, czy mu się spodoba? Aż się nie mogę doczekać Wigilii, hehe.

Jutro czeka mnie naprawdę intensywny dzień. Muszę wysprzątać mieszkanie na Święta. Muszę popakować prezenty dla dzieci. W niedzielę mam zamiar odpoczywać. ;) W poniedziałek idę na rano do pracy i potem mam już wolne - do końca roku. Normalnie wow, hehe. 9 dni wolnego. Tylko szkoda, że do pracy wracam właśnie w moje urodziny...

Mieliśmy w poniedziałek wieczorem wyjechać do rodziców, u których spędzamy Święta, a tu dzisiaj mąż się dowiedział, że w poniedziałek musi być w pracy od 15-21... :/

Może w weekend będę bardziej "kreatywna" i uda mi się napisać jakiś sensowny post (w planach jest kilka, także wiecie... ;). Teraz, po całym tygodniu orki ledwo zipię. ;)

Friday, September 6, 2013

Nowy rok szkolny

Gabryś po miesiącu wakacyjnej przerwy wrócił do przedszkola. Nowa szafka (już nie z obrazkiem, a z tabliczką z imieniem), nowa sala (III grupa), nowe zabawki - ale koledzy i panie na szczęście te same. ;)
W poniedziałek wieczorem z przejęciem opowiadał o pobycie w przedszkolu. A zaczęło się dość spektakularnie, bo od... wywinięcia orła na przedszkolnych schodach! W poniedziałek lało u nas przez calutki dzień i niedawno położone kafelki przed wejściem do przedszkola okazały się wyjątkowo nie-antypoślizgowe. Dobrze, że "usiadł na tyłek" i nic sobie nie zrobił...

Po tym "pierwszym" dniu w przedszkolu ;) pojechaliśmy na zakupy. Koniecznie musieliśmy odświeżyć jesienno-zimową garderobę Gabrysia. Żebyście widzieli, jak wybierał sobie kurtkę! Mierzył, przeglądał się w lustrze, odpinał, zapinał, zakładał kaptur... ;) W ogóle miał niesamowity wręcz nastrój na zakupy - nie marudził, sam wybrał część ciuchów i nie protestował, gdy po raz setny biegałam za nim z kolejną koszulką/swetrem/bluzą do przymierzenia. 

Wczoraj mieliśmy zebranie w przedszkolu. "Trochę" się pozmieniało. Zmianą na plus zdecydowanie jest to, że opłata stała za przedszkole znacznie się zmniejszy. Minusem jest to, że w przedszkolu nie będzie już żadnych zajęć dodatkowych (ani angielskiego, ani tańców, ani szachów...). Mam nadzieję, że jeszcze się to zmieni.

Po przedszkolu mamy czas na spacery, a ja wróciłam do robienia zdjęć - od kilku dni robię je w ilościach hurtowych. ;) Uwielbiam ten okres - koniec lata i początek jesieni. Ten charakterystyczny zapach "jesieni" i te kolory (no, na "złotą polską" jeszcze musimy trochę poczekać, ale... ;)




Jutro wyjeżdżamy na wieś. W planie las, grzyby i świeże powietrze. :)

Tuesday, June 18, 2013

Breaking news.

Dzisiaj w punktach najświeższe wiadomości z marynarskiego świata ;)

1. Zdecydowanie najważniejszą wiadomością jest to, że mieliśmy dzisiaj kontrolną wizytę u laryngologa z G. i doktorek powiedział nam, że a) migdałki wyglądają całkiem dobrze, choć 3 migdał ma tendencję do powiększania się (znaczy się, tak czy siak będziemy musieli to w miarę często kontrolować), b) prawe uszko jest w pełni zdrowe, c) lewe jeszcze jest trochę przytkane, ale widać już poprawę w stosunku do tego co było. Dlatego odstawiamy wszystkie "magiczne kropelki pana doktora". Najnowsze zalecenia to Nasonex raz dziennie do każdej dziurki do nosa i 2-3 razy w tygodniu ćwiczenia z dmuchaniem w słomkę zanudzoną w wodzie. Następna kontrola na początku sierpnia. Doktorek dał nam zielone światło na lody - choć mamy się pilnować, bo lody dozwolone są raz na jakiś czas i w małych ilościach. Ale dla G. ta wiadomość była zdecydowanie najważniejsza - w końcu może jeść lody! a nie tylko patrzeć na to, jak inne dzieci je jedzą.

2. W piątek miałam egzamin z prawa pracy. Pani dr obiecała nam, że nikt tego testu nie zaliczymy i... pomyliła się tylko w niewielkim stopniu, bo z całego roku zaliczyło tylko 5 (?) osób, z czego 4 otwarcie powiedziały, że strzelały. Podobno głupi zawsze ma szczęście. Cóż, ja go nie mam. Choć w sumie to powinnam się cieszyć - widać nie jestem głupia. ;)

3. Po piątkowym egzaminie zrobiliśmy nalot na Ikeę w celu nabycia drogą kupną pojemników vel koszy na śmieci (ot i skutek tzw. ustawy śmieciowej). Śmiać mi się chciało, bo gdy tak chodziliśmy po tej Ikei, to każdy, absolutnie każdy brał któreś z koszy na śmieci. ;) O tym, że Ikeę kocham miłością bezgraniczną i, niestety, nieodwazajemnioną (gdyby Ikea kochała mnie, a nie moje pieniądze, to przecież nie miałabym teraz takiej pustki w portfelu, prawda? ;) pisałam już nie raz. Także oprócz nowych koszy  do domu przywiozłam m.in. nową lampę podłogową, ramkę na ślubne zdjęcie (5 lat po ślubie, to wypadałoby w końcu oprawić ślubne zdjęcie, prawda?), stolik pod akwarium w pokoju G. i całą furę pierdółek dla G. (mamo! patrz jaka fajna sowa! mamo! patrz jaki śliczny wążyk, mamo! ja mam taką dużą marchewę, brakuje mi tej małej, o mamo patrz! pisaki! farbki! i... ;) Na kolejkę drewnianą nie dałam się naciągnąć. ;) Podziwiam mojego syna za to, że tak lubi ten sklep. Serio. To jedyne znane mi dziecko, które z radością jedzie do Ikei pochodzić po niej, a nie do tej sali zabaw w sklepie. ;)

4. W sobotę zaliczyłam prawo cywilne. Ustnie. W sensie, że egzamin był ustny ;) Nie cierpię tej formy zaliczenia. Założyłam czerwoną kiecę, szpilki i voila! 

5. Wczoraj mieliśmy w przedszkolu festyn rodzinny. Byłam w zaszczytnym gronie sponsorów, bo jako jedna z mam upiekłam ciacho, które potem panie kucharki sprzedawały. Dochód przeznaczony został m.in. na pokrycie kosztów festynu (opłacenie wynajętego pana z kabaretu, który prowadził całą imprezę) a to, co ewentualnie zostanie/ło trafi do dzieci. Moje ciasto zniknęło w ciągu 15 minut i nawet nie zdążyłam go posmakować. Widać, było naprawdę dobre. ;)
Sam festyn był bardzo fajny - masa konkursów dla dzieci i ich rodziców, muzyka, tańce no i pan, który to prowadził - przebrany za Robin Hooda. Świetny był. ;) Może jestem stronnicza, ale my całą rodziną lubimy kabarety, więc jak dla nas było naprawdę fajnie. G. wygrał 2 konkursy (jeden wspólnie z S.). 

6. W czwartek mamy w przedszkolu zajęcia pokazowe z języka angielskiego, podsumowujące cały rok pracy pani A. z dziećmi. Muszę naładować kamerę i nagrać te zajęcia. ;)

7. W niedzielę umówiliśmy się na grilla ze znajomymi na "naszej" działce. Tak myślę, że zrobię karkówkę, szaszłyki drobiowe i kiełbaski. Do tego jakieś surówki (na pewno z ziemniaków (ziemniaki, czosnek, cebula, jogurt naturalny, majonez) - do karkówki jest idealna. I pewnie ze 2 "zielone". Machnęłabym i ciasto, ale mój piekarnik odmawia współpracy. :/

8. 29.06 mam ostatni egzamin w tej sesji (przed kampanią wrześniową) z prawa karnego, także od 2 dni zaczytuję się w książce J. Waryleskiego Prawo karne. Część ogólna. O książce tej napiszę osobną notkę, bo znalazłam w niej takie perełki, że ho-ho. ;) 
Przede mną jeszcze mały romans z k.k. i k.w. :) 

Miłego tygodnia kochani. :)

P.S. Jak widzicie, po prawej pojawiła się ikonka Instagramu. To mój sposób, na pokazanie Wam moich/naszych zdjęć. Mam nadzieję, że najbardziej zainteresowanych to nie odstarszy! ;)