Friday, November 29, 2013

Plany, plany...

Jako że do Świąt zostały (tylko) 3 tygodnie i 4 dni, to wypadałoby poczynić już pewne plany. 

Póki co mam już poukładaną w głowie listę porządków (co, kiedy i jak). Porządków w tym roku mam niewiele, bo dzięki wykorzystaniu opieki nad Gabrysiem najgorsze (odgruzowanie szuflad z dokumentami, szafa Gabrysia) już za mną  ;) Pozostało tylko wysprzątanie kuchni i umycie okien. Takie porządki to ja lubię. ;)

Tegoroczna lista "spożywcza" pozostaje na razie jedną wielką niewiadomą... Dlaczego? Otóż:
Moja sis na 2 tygodnie leci do siostry do Anglii. U teściów (na Wigilii) byliśmy w zeszłym roku. Teraz "wypadałaby" Wigilia u moich rodziców, ALE... chcielibyśmy z S. choć jedną Wigilię zrobić "u siebie" (mieszkamy 5 Wigilię "na swoim" i nigdy nie byliśmy w Święta we własnym domu...). Problem w tym, że rodzice nie chcą dać się namówić na Wigilię poza swoim domem (a co za tym idzie, na nocowanie u nas).
Kurcze, muszę przedyskutować to z S., bo naprawdę wizja Wigili u nas baaardzo mi się podoba. Tylko głupio mi będzie zostawić rodziców "samych"... :/

Lista zakupowa jest w tym roku zaskakująco krótka.
Gabryś poprosił o samolot (ale taki stelowany mamo, co sam lata, wiesz?!), samolot z lego (ale taki mały), książeczkę o budowie oraz o absolutne perełki, takie jak:
a) smakołyki dla Nessie (naszej suczki)
b) szampon do nóg dla taty (!!!!)*
i c) perfum truskawkowy dla mamy (!!!!)
Pomysłowość mojego syna nie ma granic. ;)))
Dla rodziców prezenty zamówię w weekend (kalendarze ze zdjęciami Gabrysia). Dla moich siostrzenic i chrześniaka S. prezenty mam już wybrane. 

*swoją drogą.... czy mój syn sugeruje w ten sposób swemu ojcu, że ten ma zbyt owłosione nogi? ;)






Tuesday, November 26, 2013

Wtorek.

Wiele razy pisałam (i mówiłam), że nie lubię poniedziałków. Błąd. Tak naprawdę to nie lubię wtorków, bo każdy wtorek to dla mnie totalny zapierdziel. 
We wtorki zawsze w pracy dzieje się coś, przez co muszę zostać dłużej. We wtorki zwykle mój Soldier wybywa z domu na cały dzień. Zawsze we wtorki lodówka świeci pustkami i ktoś (czyli ja) musi zrobić szybkie zakupy. We wtorki Gabryś ma angielski i basen.
Gdy o 19-tej wchodzimy do domu to serio mam dość. Nie lubię takich kumulacji.

Pozostałe dni tygodnia są spokojniejsze. Jest czas na małe przyjemności. ;) np. jutro w ramach "przyjemności" zaraz po pracy jadę na zakupy. 

Poza tym powoli trzeba się zabrać za planowanie Świąt - co komu kupić, co zrobić, co sobie darować ;) i co smacznego upichcić na kolację wigilijną... ;)

Sunday, November 24, 2013

Pięciolatek.

Mam już w domu pięciolatka. :) Jak ten czas leci... 

Obie imprezki urodzinowe były udane. Dzieciaki wyszalały się za wszystkie czasy. Gabryś obłowił się w tym roku tak, że obawiam się o to, czy w grudniu wystarczy nam miejsca na jakąkolwiek nową zabawkę? ;)

Gabryś dostał dziś prawdziwy prezent... właśnie u nas pada śnieg. I to jak! Może będzie już "biało" aż do Gwiazdki? ;)) Nie pisałam o tym na blogu, ale Gabryś uwielbia zimę. Nie może się doczekać, kiedy w końcu będzie mógł się bawić na śniegu. :)

Wednesday, November 20, 2013

Wielkie odliczanie.

Urodziny Gabrysia zbliżają się wielkimi krokami... Już w sobotę dzieciaki (sztuk 12) będą szaleć na sali zabaw. Dziś w ramach relaksu (chyba przed tym armagedonem, który czeka mnie już jutro) idę do fryzjera. Marzy mi się jakieś małe szaleństwo (a pewnie skończy się na lekkim podcięciu końcówek, hehe). 
Prezent dla Gabrysia już zakupiony. Tort zamówiony. Ostatnie zakupy zrobimy dzisiaj i w piątek mogę zaszyć się w kuchni... Plan to 3 sałatki, 3 mięsne dania, 1-2 ciasta i jakieś 50 sztuk babeczek. ;))) 
W sobotę z rana pozostanie tylko nadmuchanie balonów, lekkie ogarnięcie i mocna kawa (ewentualnie jakiś napój energetyczny ;).

Poza urodzinami dni mijają nam podobnie. Gabryś w przedszkolu, na zajęciach dodatkowych, basenie. Najbardziej przypadł mu do gustu j. angielski. Ku mojej wielkiej radości coraz częściej używa zwrotów z zajęć - odpowiada nam po angielsku, liczy itd. Także w czasie zabawy używa różnych angielskich słówek. Przykładowo:
- Gabryś, zrobić ci kanapki? -pytam.
- Noł. To znaczy "nie" wiesz?
;)


Tuesday, November 19, 2013

Nocą.

To był bardzo intensywne dwa tygodnie... Byłam tak zabiegana, że wieczorem padałam na twarz zaraz po położeniu Gabrola do łóżka. Uch. Wiadomo... "Przed dwudziestym". Na szczęście Mój Marynarz już od tygodnia jest w domu.

Tydzień, który spędzaliśmy sami z Gabrysiem, był chyba najbardziej intensywny. Po przedszkolu i zajęciach dodatkowych spędzaliśmy mamusiowo-synkowe wieczory wypełnione po brzegi zabawą. Ten tydzień "skupienia na synu" zaowocował tym, że teraz syn nie opuszcza mnie na krok... ;) Nie zliczę, ile razy dziennie przychodzi do mnie i przytula się, mówi że mnie kocha, że tęskni (choć był 5 minut w swoim pokoju beze mnie) itd.
Wieczorami, gdy Gabryś już śpi, zamiast zająć się czymś pożytecznym to oglądam True Blood (aktualnie jestem w połowie 4 sezonu). Choć czasami mam ochotę powiedzieć "pas". Motywuje mnie tylko jeden z aktorów - bo bardzo mi się podoba. ;)))


Sunday, November 10, 2013

Wielka wyprz vel czyszczenie magazynów

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie - zostałam niejako zmuszona do "przewietrzenia" pokoju Gabrysia. ;)

Jeśli ktoś byłby zainteresowany to zapraszam:


;)


Jak dotąd uporałam się z zalegającym nam Lego i ciuszkami, ale to "niestety" nie koniec. ;)))

Monday, November 4, 2013

Planujemy urodziny.

Urodziny Gabrysia zbliżają się wielkimi krokami. Dlatego też dzisiaj zajęliśmy się wypisywaniem zaproszeń. Stanęło na tym, że zapraszamy w sumie 17 dzieci... Szok. Oczywiście, liczymy się z tym, że nie wszyscy przyjdą (tak myślę... zwykle przecież ktoś się "wykrusza" z różnych powodów - niektórzy po prostu nie chodzą na takie urodziny, ktoś może się rozchorować, komuś nie pasuje itd.). Ale co tam... Im nas więcej, tym weselej. Grunt, żeby dzieci były zadowolone, prawda? 

Zaproszenia w kopertach czekają na swój jutrzejszy debiut, gdy będziemy je wkładać w dziecięce szafki w przedszkolu. (Taki przedszkolny patent na zaproszenia).

Po 2,5 godzinnej zabawie na sali zabaw impreza przenosi się do nas, do domu (ale już tylko w gronie najbliższych znajomych;))) 17 dzieciaków + ich rodziców nie dałabym rady "upchnąć" w mieszkaniu ;))) Dzień później przyjadą nasi rodzice i będziemy świętować w nieco mniejszym gronie.

Wczoraj poczyniłam stosowne zakupy i teraz pozostaje nam tylko czekać na przesyłki. Zdecydowałam się na skromniejsze zakupy. Sporo rzeczy zostało mi z zeszłego roku (kubeczki, talerzyki, czapeczki, obrus, banery i pikery) dlatego teraz zamówiłam tylko kilka sztuk balonów (z cyferką "5", z urodzinowymi napisami), grającą świeczkę (na wyraźne życzenie syna), giętkie słomki (również na prośbę Gabrysia) i mała fontannę urodzinową (kto zgadnie, kto o nią prosił? ;). Do tego znalazłam  papilotki na babeczki z motywem pirackim. Dla mnie bomba. :) Piraci po raz kolejny będą u nas motywem przewodnim urodzin Gabrysia. Papilotki wykorzystam do babeczek, którymi Gabryś będzie częstował dzieci i nauczycielki z przedszkola. 

Przede mną jeszcze zakupy odzieżowe. Co prawda my z mężem mamy już ten problem z głowy (udało mi się kupić w naprawdę przystępnej cenie, żółtą sukienkę), ale z Gabrysiem już nie będzie tak łatwo. Na salę zabaw musi mieć coś eleganckiego, ale przede wszystkim wygodnego. Na niedzielny obiad z dziadkami musi mieć coś eleganckiego, co niekoniecznie musi być super wygodne, bo przecież nie będzie szaleństw jak na sali. Koniecznie musimy się wybrać na zakupy. ;)

Oczywiście, nie ma urodzin bez... tak, prezentów też, ale tutaj chodzi mi o jedzenie. ;) Na sobotę nie mam jakiś super ambitnych planów. Zrobię 2-3 sałatki, coś "na ciepło", jakieś lekkie przekąski, tort i 2 ciasta. W niedzielę już nie będzie tak lekko... ;) Trzeba będzie bardziej się postarać i zrobić jakiś dobry obiad. Wciąż szukam natchnienia. ;)

Co do prezentów... Cóż, to chyba najcięższy temat. Skupiam się na tym, by pozbyć się "starych" zabawek, dlatego możecie się spodziewać na blogu akcji pt. z radością pozbędę się (sprzedam) ;) Na pierwszy ogień pójdą zabawki, z których Gabryś już wyrósł (kilka zestawów lego duplo, drewniane klocki, książeczki dla maluchów, itp.)

I pomyśleć, że mój mały chłopiec niedługo skończy 5 lat...

Friday, November 1, 2013

Słomiana wdowa.

Po raz kolejny zostałam słomianą wdową. Mąż wypłynął na tydzień w morze. Nie lubię zostawać sama... Ciągle pamiętam Jego wyjazd do Iraku, miesiące szkoleń, wyjazdów, kursów i rejsów... Choć z drugiej strony, po ponad 5 latach małżeństwa i pewnych perturbacjach, to chyba dobrze, że wciąż tak bardzo za sobą tęsknimy a na co dzień miłość kwitnie?

Znów wszystko będzie na mojej biednej małej główce… W dwójkę o wiele łatwiej jest zająć się wszystkim, niż samej. Do tego listopadowa pogoda nie nastraja optymistycznie.

W czwartek mieliśmy w domu małą imprezę (nasza trójka plus znajomi z córkami)– takie a’la Halloween dla dzieciaków, z tym, że jedynymi elementami tego „święta” były: 1) poprzebierane dzieci, 2) przekąski (żelkowe oczy zrobiły furorę)  3) dwa dyniowe lampiony. ;) Dzieci (w liczbie trzech) od godziny 19:00 do 23:00 spędziły z nami może z 10 minut (tyle poświęciły na jedzenie). Pozostały czas to zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa. Krótko mówiąc: dzieci nas totalnie olały i zajęły się sobą. 

Mój kociak.

Muszę (nieskromnie) przyznać, że pasuje mi ten kapelusz... ;)



Nasze lampiony.


 Wczoraj mieliśmy dzień lenistwa. Okropność. Cały dzień „zmarnowany” w domu. Nie mogliśmy pojechać na cmentarz do mojej rodziny (ani nawet do rodziny męża) bo dziś rano mąż musiał stawić się w jednostce…  Po południu wyciągnęłam moich chłopaków na spacer, więc może nie był to aż tak bardzo zmarnowany dzień. ;)


Moje słońce.

Jutro mają odwiedzić nas moi rodzice, więc na pewno nie będzie nudy. :)

Wystarczy tego pisania. Pora się zabrać za to, co tygryski lubią najbardziej, czyli... za planowanie najbliższego tygodnia.

Miłego weekendu.