Na wczoraj zaplanowałam wycieczkę na Hel. Nie była to nasza pierwsza wyprawa w te rejony. Byliśmy tam 5 lat temu, gdy byłam w ciąży. Dlatego wiedzieliśmy już mniej-więcej czego się spodziewać, gdzie pójść, a co sobie darować. Żeby było nam weselej, zaprosiliśmy na wycieczkę moich rodziców i siostrzeńca.
Z racji tego, że chcemy zapewnić Gabrysiowi jak najwięcej atrakcji na Hel popłynęliśmy katamaranem Onyx. Rejs trwa równą godzinę. My najpierw zajęliśmy sobie miejsce przy stoliku na dolnym pokładzie tak, aby w spokoju zjeść śniadanie (w domu nie zdążyliśmy). Później wyszliśmy z Gabrysiem na zewnątrz podziwiać widoki.
Obowiązkowo na Helu trzeba przejść się do fokarium. Za jedyne 5 zł/os można podziwiać sobie foki do woli. Trzy razy dziennie, o określonych godzinach odbywa się karmienie fok. W tym roku nie udało nam się tego zobaczyć, ale 5 lat temu - tak. Fajnie to wygląda.
W południe obowiązkowo musieliśmy się wszyscy napić kawy, więc zaszliśmy do znanej nam już z poprzedniej wyprawy kawiarni. Moje mrożone latte było wyśmienite - pozostali również byli zadowoleni, także z czystym sumieniem mogę Wam polecić kawiarnię Caffe Domek.
Następnie udaliśmy się na plażę, na cypel. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że plaża w tym miejscu będzie o wiele "ciekawsza" niż od strony zatoki. Otwarte morze to zupełnie inna bajka. W Zatoce Gdańskiej to bardziej brudny kisiel niż morze. ;) Dlatego prawie 4 godziny przesiedzieliśmy na plaży. Gabryś uwielbia plaże, dlatego przez większość tego czasu bawił się sam - budował wały obronne. Skąd ten pomysł? Otóż aby dojść do cypla przechodzi się obok licznych fortyfikacji z II wojny światowej, a że Gabryś jest już jako tako zaznajomiony z tym tematem to cała Jego zabawa była związana z obroną Helu przed Niemcami. ;) Nawet w drodze udało udało mu się kupić 2 zestawy czołgów ;)
Na plaży było nam bardzo przyjemnie - słońce, lekki wiatr, czysta woda. To jest życie... Ale już wczoraj wieczorem moja twarz wyglądała tak, jakbym namalowała sobie barwy wojenne. ;) Generalnie te części ciała, których nie zakryłam ubraniami - mam idealnie czerwone. ;)
Po wylegiwaniu się na plaży i zjedzeniu obiadu w jednej z restauracji nadszedł czas na zakup pamiątek. ;) Panowie poszli na plażę, a ja z mamą ruszyłyśmy na łowy. Udało mi się kupić statek (pierwszy raz w życiu udało mi się stargować cenę) i obowiązkowo magnes na lodówkę. Gabryś wrócił z 2 zestawami czołgów i piracką flagą. ;)
Także wypad był udany. :) Za tydzień kolejna odsłona.
No comments:
Post a Comment