Uf.. Przeżyłam 20-sty. i w końcu mam trochę więcej czasu. ;)
Gabryś nam się rozchorował. We wtorek po zajęciach dodatkowych wydał mi się jakiś taki "podejrzany". W domu zmierzyłam mu temperaturę a tam 38,2. No ładnie. W środę pojechaliśmy do lekarza praktycznie pewni, że to tylko jakieś przeziębienie, a okazało się, że Gabryś ma anginę... Moi panowie siedzieli/leżeli sobie w domu, a ja po zarwanych nockach za... w pracy... Co zrobić...
Dzisiaj mieliśmy mini-wigilię w pracy - w biegu złożyłyśmy sobie życzenia, zjadłyśmy kawałek ciasta i wypiłyśmy coś ciepłego. To ci Wigilia, hehe. ;)
Po pracy pojechałam do nowego centrum handlowego w naszym mieście z zamiarem zakupu prezentu dla męża. Choć centrum otworzyli w październiku dopiero teraz znalazłam chwilę na szybki przegląd sklepów. Znalazłam idealny strój na Wigilię dla Gabrysia - koszula, spodnie. Cud, miód i orzeszki. ;)
Prezent dla męża kupiony (i schowany). Ciekawe, czy mu się spodoba? Aż się nie mogę doczekać Wigilii, hehe.
Jutro czeka mnie naprawdę intensywny dzień. Muszę wysprzątać mieszkanie na Święta. Muszę popakować prezenty dla dzieci. W niedzielę mam zamiar odpoczywać. ;) W poniedziałek idę na rano do pracy i potem mam już wolne - do końca roku. Normalnie wow, hehe. 9 dni wolnego. Tylko szkoda, że do pracy wracam właśnie w moje urodziny...
Mieliśmy w poniedziałek wieczorem wyjechać do rodziców, u których spędzamy Święta, a tu dzisiaj mąż się dowiedział, że w poniedziałek musi być w pracy od 15-21... :/
Może w weekend będę bardziej "kreatywna" i uda mi się napisać jakiś sensowny post (w planach jest kilka, także wiecie... ;). Teraz, po całym tygodniu orki ledwo zipię. ;)
No comments:
Post a Comment