Sezon wakacyjny uważam(y) za rozpoczęty.
Dzisiaj "zaliczyliśmy" Jarmark św. Dominika w Gdańsku. Ponieważ chcieliśmy zapewnić Młodemu jak najwięcej atrakcji postanowiliśmy pojechać na jarmark komunikacją miejską, a konkretnie autobusem na dworzec w naszym mieście, a potem pociągiem (skm) do Gdańska. Radości Gabrysia (wiernego fana pociągów) chyba nie muszę opisywać? ;) Szkoda tylko, że przez tłumy szczelnie wypełniające pociąg nie udało nam się zrobić żadnego zdjęcia... Może następnym razem.
Gabryś, zaopatrzony we własny plecaczek na zakupione skarby, dzielnie wyruszył w podróż.
(Tutaj, jak zresztą widać, nie miał ochoty na robienie zdjęć) ;)
Na dzisiaj zaplanowaliśmy tylko Jarmark i związane z tym atrakcje, a darowaliśmy sobie zabytki.
Trafiliśmy na wystawę najlepszych (podobno) prac dyplomowych gdańskiej ASP.
- Mamo, a możemy jednego kupić?
Obowiązkowo musieliśmy przejść przez bramę.
Przejście Jarmarku zajęło nam jakieś 3 godziny. :) Pewnie bylibyśmy tam dłużej, ale mamy w planach jeszcze jeden taki wypad.
***
Wczoraj wylegiwaliśmy się na plaży - Babie Doły (jakieś 6 km od naszego domu).
W tle, za Gabrysiem, torpedownia.
I pomyśleć, że kilkadziesiąt lat wcześniej na tej plaży jeździł Rudy z załogą (to akurat najbardziej zainteresowało Gabrysia) a II wojna światowa pozostawiła na niej "to i owo".
P.S. Chyba powrócę do wrzucania zdjęć na bloga. Od razu zrobiło się tu... "weselej". ;)