Jak spędziliście końcówkę 2013 roku i Sylwestra? Do nas na ostatni weekend starego roku przyjechała moja szwagierka z mężem i małym synkiem. Myślę, że można to uznać, za wydarzenie historyczne. Moja szwagierka jest specyficzną osobą i raczej nie pałamy wielką miłością do siebie, hehe.
W sobotę pojechaliśmy razem na kulki. Radość G. - wiadomo, to stały bywalec. Radość małego M. - wprost nie do opisania. Ale co się dziwić - dziecko (prawie 2 lata) po raz pierwszy było w takim miejscu, to i nie dziwota, że było mega szczęśliwe.
| Nurkujący G. ;) |
Moje oczy w takich momentach jak: a) plucie jedzeniem na stół, b) sikanie na podłogę w przedpokoju, c) rzucanie się na podłogę w centrum handlowym, d) ryk - robiły się wielkie jak spodki.
Patrząc na małego M. i porównując go z moim synem (w jego wieku) to muszę napisać, że moje dziecko było wyjątkowo grzeczne, bo takich scen jak powyżej to nie mieliśmy wcale lub mieliśmy kilka (i to w wersji light). Dzięki niebiosom, za tak wspaniały i ugodowy "przypadek", jaki się nam trafił... ;)
A z drugiej strony... Może właśnie powinniśmy się postarać o drugiego malucha, skoro pierwsze dziecko tak nam się udało? Hehe.... ;)
***
Sylwestra i Nowy rok spędziliśmy z moimi rodzicami. Kameralnie. W domu. Tak się objedliśmy, że dziś ledwo możemy się ruszać... Błe...
Gabryś bez problemu wytrwał do północy (spać poszedł przed pierwszą). "Pomagał" tacie w strzelaniu fajerwerkami i generalnie 99% czasu bawił się z moim tatą (dla Gabrysia - dziadek nr 1). W tym roku taki "medialny" Sylwester był organizowany w naszym mieście (wiadomo, najlepsze imprezy tylko w Gdyni) więc wiernie oglądaliśmy transmisję na żywo na Polsacie... ;)) I tym sposobem pierwszy raz w ogóle oglądaliśmy coś takiego... ;)
Jutro już normalny dzień pracy. G. do przedszkola, ja do pracy, S. podobnie. To ostatni "spokojny" tydzień, bo od poniedziałku zostaję sama z G. S. wyjeżdża na kurs i będziemy się widywać tylko w weekendy. Kurcze, znów będę słomianą wdową...
Dobrze, że pracę zaczynam o 9-tej. Muszę kupić ciasto, bo przecież jutro świętuję...
No comments:
Post a Comment