Tuesday, June 11, 2013

Weekend.

Jestem. Żyję. ;) Chciałam napisać już wcześniej, ale jak już pisałam - mam wstręt do komputerów, a w domu laptopa włączam tylko wtedy, kiedy muszę.

W sobotę byliśmy na plaży. Gabryś z lubością kopał doły w piasku (koniecznie musiał dokopać się do wody) i nawet pomoczył chwilę nogi w morzu (a woda zimna! podziwiam ludzi, którzy się kąpali - to chyba morsy ;) G. oczywiście tak się spodobało taplanie w wodzie, że po chwili musiał biegać w samych majtkach, bo koszulkę zamoczył. ;) Pobiegał tak może z pół godziny - a wieczorem plecki miał czerwone (nie jakoś mocno, bo nawet się nie skarży). S. za to wyglądał jak rasowy rak - calutki czerwony ;) ale tak to jest, jak się "w stringach" po plaży paraduje. ;)))

Przed 13-stą wróciliśmy na obiad do domu, a wieczorem pojechaliśmy jeszcze na Molo i Skwer, gdzie raczyliśmy się gorącą czekoladą (G. nadal nie może jeść lodów).

W niedzielę z rana stawiłam się na pierwszym w tej sesji egzaminie... a zaraz po nim pojechaliśmy do moich rodziców. Był grill, popołudnie spędzone na podwórzu (strasznie mi tego brakuje w mieście) a później Targi Rolnicze. Myślałam, że G. zainteresują zwierzęta, które są tam wystawione (świnie, krowy ale też króliki itp.), a Jego nie interesowało nic - tylko wesołe miasteczko. ;) Pojeździł kilka razy na samochodach, szalał na dmuchanej zjeżdżalni (oczywiście największej, jaka tylko była) i... padł jak mucha w drodze do domu. Lubię te targi - zjeżdżają się wtedy nie tylko hodowcy, ale też najróżniejsi handlarze i można tam kupić chyba wszystko - od ciuchów, przez jedzenie, po najróżniejsze rośliny. Ja zawsze zaopatruję się tam w... przyprawy. Uwielbiam takie świeże przyprawy, bez jakichkolwiek dodatków - prosto od (małego) producenta a nie wielkiego koncernu. Takie przyprawy mają o wiele lepszy smak.

A w poniedziałek znów do pracy. ;)

S. jeszcze w niedzielę obiecał mi, że "jutro wysprząta mieszkanie na błysk". Ja w poniedziałek nie miałam zamiaru sprzątać - tylko kurze starłam, bo to akurat strasznie mnie denerwuje. Zrobiłam dobry obiad (karkówka, pieczone ziemniaki, sałatka z ogórków) i tyle z mojej "pracy" w domu. ;) Wczoraj przypomniałam S. o tym, że podobno mieszkanie miał wysprzątać - no i stwierdził, że jutro to zrobi. No i faktycznie - dzisiaj do pracy poszedł na popołudnie, więc mieszkanie wysprzątał. Nawet okna mi umył. Jestem pod wrażeniem. ;)

W piątek po południu mam egzamin i... chyba zrobię sobie wolne z tej okazji. Mogłabym np. umówić się do fryzjera ;)

No comments:

Post a Comment