Dzisiejszy wieczór sponsoruje butelka czerwonego wina (a właściwie ostatnia lampka czerwonego wina ze wspomnianej butelki).
Odstresowywałam się po wczorajszych zaliczeniach na uczelni. Do tego lepiej mi się uczy przy kieliszku wina ;) paragrafy łatwiej wchodzą do głowy. Także dzisiaj nie tyle się odstresowuję, co mam zamiar się uczyć. Jak tylko skończę pisać posta. I sprzątać w mieszkaniu.
Kolokwium z prawa pracy zaliczone na ocenę jak najbardziej pozytywną. Nawet dowiedziałam się, że czuję prawo pracy a to rzadko się spotyka oraz, że mam nadalej iść w tym kierunku. Nie mówię nie Kadry bardzo mi się podobają, o wiele bardziej niż księgowość, w której pracuję.
Ciekawi mnie natomiast wynik z kolokwium z prawa adminnistracyjnego - moje być lub nie być na uczelni. Ćwiczenia mamy z tak wredną babą, że aż słów na nią szkoda. Nie wiem, jak prostym człowiekiem trzeba być, by upierdzielanie studentów mogło sprawiać aż taką przyjemność... Mam nadzieję, że zaliczyłam to paskudztwo.
Myślałam, że jak mój Marynarz wróci z rejsu, to wieczory będziemy spędzać razem, a tu d...pa. Wczoraj wziął służbę. Dzisiaj wróci dopiero po północy. Czarownie po prostu. Ciekawe, co wymyśli na jutro?
W pracy jest dobrze. Zresztą, dlaczego miałoby nie być? :) W porównaniu do "siedzenia" w domu to jest to istna sielanka. W domu zawsze jest coś do zrobienia, a nawet jak się wysprząta mieszkanie na błysk, to zaraz wleci do mieszkania jak tornado G. i "błysk" pozostaje wspomnieniem. ) W pracy też, ale: 1) siedzę sobie po 4 godziny dziennie, 2) mam czas na spokojne wypicie kawy (to wtedy, gdy jest mniej pracy), 3) z dziewczynami możemy się pośmiać, 4) szefowa to naprawdę świetna kobieta 5) nikt nie marudzi, nie ma buntu 2-3-4-5-100 latka 6) i jeszcze mi za to płacą, hehe.
Tak. Ja w pracy ewidentnie odpoczywam. ;) A po pracy z radością wracam do domu odbierając po drodze G. z przedszkola i z pasją słucham tego, co mówi, odpowiadam na te miliony pytań i nie mogę się nim nacieszyć. Myślę, że tak właśnie powinno być.
Oczywiście, nie zawsze jest tak różowo. Przed 20-stym mamy w pracy młyn - nie mamy czasu na pójście do toalety, nie wspominajac o innych rzeczach.
A ta satysfakcja, gdy płacę za kolejną parę szpilek, nowe firanki czy jakieś ciuszki dla G. za swoje własne pieniądze i mężowi nic do tego - absolutnie bezcenna. ;)
Chwilo, trwaj! :)
P.S. Jeśli kogoś przez przypadek pominęłam w linkach po lewej - niech zostawi adres swojego bloga w komentarzu. Wydaje mi się, że o wszystkich pamiętałam, ale pewna na 100% nie jestem. ;)
P.P.S. Dziękuję, że tu za mną przyszliście. ;) Miłego wieczoru. Ja kończę moją lampkę wina i zmykam w objęcia Morfeusza ( z braku męża, hehe).
No comments:
Post a Comment